Mój toolbox, czyli narzędzia projektanta UX

Wojtek pokazuje swoje narzędzia
Moja lista narzędzi jest chyba trochę nietypowa. A twoja?

“Jakiego oprogramowania używasz do pracy na poszczególnych etapach projektu?”

To pytanie zadał mi jeden z czytelników bloga, a ja ze zdziwieniem stwierdziłem, że jeszcze o tym nie napisałem. Dzisiejszy artykuł będzie o moich preferencjach dla konkretnych narzędzi — a nuż zainspiruje Cię to do przyjrzenia się swojemu toolboxowi i wymiany gorszego na lepsze (albo, nie daj Boże, odwrotnie).

Czego zatem używam, zajmując się projektowaniem usług i wciskając zasady dobrego projektowania UX do głów?Czytaj dalej →

Bez planu ani rusz!

Projektant UX planujący użycie armaty
Planowanie to podstawa. Bez niego nawet armata się nie przyda!

Na pewno niejednokrotnie znalazłeś się w sytuacji, w której projekt świetnie się rozpędzał tylko po to, by potem przeistoczyć się w jedno z tych doświadczeń, które przypomina o uczuciu towarzyszącemu waleniem warząchwią w wiadro założone na głowę? Łatwo się rozpędzić, a trudniej czasem wyhamować. Często okazuje się, że niemiłych rozczarowań “poniewczasie” można uniknąć nawet za pomocą najprostszego planowania. Wiem jednak, że łatwo o tym zapomnieć albo — co gorsza — zlekceważyć wartość tego procesu.

Powiesz: “Planowanie… To nie jest sexy! To dla tych dziadów programistów z pięćdziesięcioletnim stażem!” A ja powiem: wcale nie!

Dzisiaj będzie o tym, jak można udokumentować nasze i innych oczekiwania tak, by po miesiącu wciąż wiedzieć, na czym się siedzi. Lub leży.Czytaj dalej →

Warsztaty UX w praktyce — jak było?

Uczestnicy warsztatów UX w praktyce przy pracy
Praca grupowa. Nie ma lekko! Szkolenie UX w praktyce w… praktyce.

Ostatnie trzy dni spędziłem w rozgrzanej słońcem Warszawie. Jeszcze wczoraj obserwowałem, jak 21 bardzo interesujących osób pracuje w pocie czoła w czasie praktycznej części moich warsztatów z cyklu UX w praktyce. Przez kilka porannych godzin pokazywałem uczestnikom, jak według mnie (i frameworku GDS) planować można procesy projektowe tak, by były wydajne, przyjazne i owocne. Dzielić się tą wiedzą jest warto, bo nowe pomysły pompują świeżą krew do mózgu — mam nadzieję, że nie tylko ja wyniosłem z tego wydarzenia bardzo pozytywne odczucia.

Co robiliśmy?

Uczestnicy warsztatów dowiedzieli się, jak:

  1. Przeprowadzić szczegółową analizę wymagań wstępnych,
  2. Zaplanować poszczególne etapy procesu projektowego,
  3. Pozyskać zwiększone zaangażowanie interesariuszy i radzić sobie z nimi w sytuacjach konfliktowych,
  4. Komunikować wymagania i pomysły używając pomocy wizualnych,
  5. Zaplanować sprawdzenie efektywności projektowanych rozwiązań poprzez opracowanie odpowiednich procedur testowych,
  6. Zaplanować monitorowanie końcowego produktu.

Chyba nikt się nie nudził, a długopisy piszczały przy sporządzaniu notatek. Pięknie zmieściliśmy się w czasie, a zaprezentowane w efekcie pracy grupowej plany projektowe dla czterech zupełnie różnych scenariuszy (które uczestnicy wylosowali z puli) były na naprawdę wysokim poziomie. Widać wypicie porannej kawki przyniosło efekty!

Co dalej?

Przede wszystkim, gigantyczne podziękowania należą się uczestnikom warsztatów. Daliście z siebie bardzo dużo, a zadanie, przed którym Was postawiłem nie było łatwe (i nie chodzi tu tylko o konieczność słuchania moich dyrdymałów przez parę godzin, kiedy za oknem świeci słońce i można by prażyć się w parku). Podwójna “piąteczka” dla tych z Was, którzy zdecydowali się wyjść po szkoleniu na “piwerko” — być może Wasze mózgi były tak zmęczone, jak mój, ale wiem, że bawiliśmy się dobrze. Cieszę się, że zdobyłem paru nowych znajomych! Czekałem na dobrą dyskusję i nie rozczarowałem się, gdyż tego rodzaju wydarzenia zawsze gromadzą ludzi chętnych do polemiki, a to wprost uwielbiam: nauczyłem się od Was wszystkich bardzo dużo!

Chciałbym też podziękować za pomoc najlepszemu znanemu mi organizatorowi takich wydarzeń, Andrzejowi Pyrze i jego PoGo. Jeżeli kiedyś szukalibyście gościa, który nie złamie się nawet przy najdziwniejszych żądaniach starego rockmana pierdoły, to walcie jak w dym.

Fakty bez specjalnego sensu

Kilka przypadkowych myśli, które chcę z siebie wyrzucić:

  1. Sernik w Charlotte (?) w Warszawie zerwał mi klapki. Dzięki, Jacob.
  2. UX lotniska w Modlinie było chyba projektowane przez Studio Designu Belzebub.
  3. Nie wiesz co to życie, dopóki nie przejedziesz się Jaguarem zioma noszącego czapkę z daszkiem i słuchającego radia Vox. Respekt, Tomaszu.
  4. Koncentracja pięknych ludzi na metr kwadratowy w przesiąkniętej słońcem stolicy zdecydowanie przekracza moje możliwości percepcyjne.
  5. Siedem godzin z projektorem “ftfasz” robi jajecznicę z mózgu.
  6. Jeśli wydaje Ci się, że wszędzie można kupić rzodkiewkę, to się mylisz. Jeżeli myślisz, że salami nie może smakować jak parówka, to też się mylisz.
  7. Kebab kebabowi nierówny; po tym edynburskim rozmawiam z bogami jelit, po tym warszawskim śpię jak dziecko.
  8. W zdaniu “Pa, jaka długa ta kolejka, rajaner…” można zmieścić więcej wyrazów “kurwa” niż wynosi liczba początkowych wyrazów w tym zdaniu. Janusze przestworzy.
  9. Chyba jestem uzależniony od takich przyjemnych i produktywnych wizyt w Ojczyźnie.

Niespodzianka!

Chciałbym uchylić rąbka tajemnicy: to nie ostatnie szkolenie UX w praktyce ze mną w roli głównej. Watch this space. Najlepszą metodą będzie połączenie się ze mną na Fejsie — strona Wojtek Kutyła o UX czeka. Za bardzo lubię pierogi i słońce, by od czasu do czasu nie zrzucić z nóg moich ciepłych papuci z wełny szetlandzkiej…

Do zobaczenia!