Świnki raciczki, czyli o granicach dobrego service design

Rysunek przedstawiający krowiaka pospolitego
Z czego składa się krowiak pospolity?

Skróciak: o tym, dlaczego warto wyjąć głowę z pupy i zobaczyć, że świat nie kończy się na ekranie komputora. Komputera.

Będzie kontrowersyjnie, bo dlaczego by nie. Stawiam tezę:

Duża część UXów, na którą nadziewam się codziennie nie ma zielonego pojęcia, że domena, w której się obracają rozpościera się daleko poza ekran ich ukochanej makówki. Przyssani do monitorów i myślący kategoriami calls to action i Gugiel Analityks nie zauważają, że siedzą na czubku góry lodowej.

Do rozmyślań tych, a raczej obserwacji i rozmyślań im towarzyszących nakłonił mnie jeden z niedawnych postów na UsabilityPL. Rzecz była o krowie lub świni (nie pamiętam, pardon). Ktoś poszedł do sklepu i zobaczył nad stanowiskiem z mięsiwem coś takiego jak na tym obrazku, jeno lepiej opisane. I mądrze napisał, że to user experience design. Oczywiście zaraz znalazł się ktoś, jak to w internetach, piszący o tym, że ależjakto, i, że onapewnonie. Nie pierwszy raz staję się świadkiem takiej dyskusji.

Następną przyczyną mojej rozkminy była obserwacja starszej pani, która próbowała podnieść debilnie zaprojektowaną pokrywę od kosza na śmieci. Nie da się takiego kosza otworzyć nogą; potrzeba dużo siły, żeby zrobić to jedną ręką. Gdyby nie obecność mojej grabuli w bezpośrednim babci otoczeniu, wór ze śmieciami wylądowałby przy koszu. To dopiero penisowy user experience design.

User experience oznacza “doświadczenie użytkownika”, lub – pisząc bardziej po polsku i zrozumiale w kontekście – “doświadczenie, jakie przeżywa człowieczyna wystawiony na działanie produktu”.

Idąc do sklepu i kupując schab lubię wiedzieć, co jem. Tak – wiem, co to schab, bo wychowałem się w Polsce i jem świnki. Prościzna, no nie?

Tak? A w Australii byli? Ja byłem i chciałem zjeść kangura. W końcu nie zjadłem, bo nie mogłem się przemóc, one zbyt fajnie kicają (wiem, hipokryzja). Ale rzecz w tym, że kangur też ma części. Quiz: jak się nazywają części kangura?

O tak.

I co, dalej tablica niepotrzebna? Wolałbym doznawać przyjemnych doświadczeń, zjadając kangurowe plecki, a nie pupu.

A rybka Fugu? Ta to ma dopiero przekichane. Chyba rozrysowali ją dawno temu. Takiej tablicy nikt się nie wyprze!

Komputery są na świecie stosunkowo niedługo. Kangura jadali pewnie już Aborygeni. Rybę Fugu przyrządzano cesarzom. A bez przepisu można za pierwszym razem spieprzyć nawet schabowego.

Rzekłem. Powracając!