Jak zacząć karierę w UX?

List od zastanawiającej się nad tym, jak rozpocząć karierę Wilhelminy
Otwieram pocztę, a tam Wilhelmina.

Wśród pytań nadsyłanych przez Was dominują dwa. Jedno — to zapytanie o pomoc w szukaniu pracy. Trudno mi wtedy pomóc. Pomimo dość szerokich znajomości, nie jestem agencją rekrutacyjną. Indywidualna pomoc każdej osobie jest w zasadzie niemożliwa. Od czasu do czasu dowiaduję się o rekrutujących na polskim rynku organizacjach, które mogę z czystym sumieniem polecać. Wtedy dzielę się ich ogłoszeniami na mediach społecznościowych, na których te ogłoszenia się pojawiają. Śledźcie mnie na LinkedIn i Fejsie, to Wam nie uciekną.

Drugie pytanie też nie ma prostej odpowiedzi. Maile i wiadomości z nim otrzymuję codziennie. Odpisywanie każdej i każdemu z Was osobna jest bardzo trudne; staram się, jak mogę, ale obowiązki i konieczność poświęcenia się pracy projektowej wchodzą w paradę. Dlatego piszę teraz posta, w którym być może znajdziecie odpowiedzi na nękające Was wątpliwości związane ze startem w UX. To magiczne pytanie powtarza się bowiem najczęściej: jak zacząć?

Uwaga na początek

Nie mam monopolu na wiedzę. Nie jestem i nie chcę być UXową wyrocznią, a już na pewno nie chcę być wyrocznią rekrutacyjną. Mogę doradzić, ale to, o czym piszę wynika z mojego doświadczenia i obserwacji. Proszę, weź to do siebie i przefiltruj, co piszę przez swoje własne oczekiwania, pomysły i sposób na życie. Dobra? 

Oto mój zwięzły przepis na to, jak wystartować w UX. Tego przepisu starałbym się trzymać teraz, po ponad dwudziestu latach kariery w branży IT. 

Zastanów się, czego chcesz

Zastanów się, czego oczekujesz od siebie i od tej nowej, potencjalnej kariery. Wbrew pozorom, UX to nie przelewki. To odpowiedzialność — projektanci i projektantki opracowują rozwiązania, które mogą pomóc, ale i zaszkodzić. Jeśli to jest coś, o czym nie masz ochoty myśleć, to nie zajmuj sobie głowy pracą w UX. Nie poświęcając uwagi tym zagadnieniom wprowadzić możesz chaos w życie wielu osób, a tego naprawdę nikomu nie potrzeba. Rozważ inną linię kariery. UX może nie być dla Ciebie — i to jest w porządku. Podkreślam to raz jeszcze: każdy ma prawo wystartować w UX, ale nie każdemu dane będzie zostanie dobrym projektantem. Przez “dobrym” rozumiem: odpowiedzialnym, szanowanym w środowisku i na rynku i pomagającym ludziom. Bez względu na to, kim są.

Jeśli jednak chcesz podjąć się zadania i spróbować swoich sił w zawodzie projektanta doświadczeń (brawo), to przede wszystkim spróbuj wykminić:

  1. Co najbardziej interesuje Cię w UX?
  2. Czym nie chcesz się zajmować?
  3. Jakie firmy na rynku pracują w sposób, który Ci odpowiada, tworząc produkty zgodne z Twoimi wartościami? Wskazówka: jeśli nie zastanawiałeś się jeszcze (albo nie zastanawiałaś) nad tym, jakie wartości liczą się dla Ciebie najbardziej, zrób to. Co jest zgodne z Twoim sumieniem — a co nie?
  4. Na jakie kompromisy Jesteś w stanie zgodzić się na początku kariery? Może się okazać, że Twoja pierwsza praca, a nawet piąta, nie będzie tą wymarzoną. Kariera rozkłada się w czasie. A my zazwyczaj chcemy wszystkiego dużo, dużo za szybko. Nie spodziewaj się zostania seniorem w ciągu roku. Rozwijaj się rozważnie. Przyjmuj kompromisy, ale nie dawaj się wykorzystywać, pracując w pocie czoła za darmo w imię podejrzanych (czytaj: etycznie wątpliwych) interesów.

Wszystko, co zrobisz — od teraz — dokumentuj. Spisuj. Prowadź dziennik. Upewnij się, że możesz sięgać po informacje, które pokażą Ci, jak wygląda Twój rozwój w okresie czasu. To bardzo przydatne narzędzie, które pomoże Ci utrzymać się na powierzchni w chwilach zwątpienia. A te będą na pewno.

Zastanów się, jak chcesz się uczyć

Znajdź odpowiedni dla siebie sposób nauki. Jedni idą na studia, inni uczą się z Udemy, jeszcze inni śmigają na szkolenia Kutyły, albo suną na dłuższe bootcampy. Każdy lubi uczyć się w inny sposób. Ja jestem praktykiem, ale wiele osób preferuje naukę w otoczeniu akademii — i to też jest okej. Ważne jest to, żebyś to Ty zrozumiał/zrozumiała, jak i przede wszystkim od kogo chcesz się uczyć. Ja na Twoim miejscu:

  1. Szukałbym nauki u praktyków, którzy mają za sobą zawodową działalność w wielu organizacjach, a nie tylko pracę w akademii albo w jednej firmie od początku kariery. W ten sposób próbowałbym upewnić się, że wiedzę zdobywam od osób o szerokim wachlarzu doświadczeń.
  2. Upewniłbym się, że wiem, czego chcę od swojej edukacji i kariery (patrz poprzednie akapity). Jakiemu celowi miałaby służyć moja przygoda edukacyjna? Czy zaraz po niej chciałbym szukać pracy, czy raczej rozwijać się dalej “w zaciszu domowym” i praktykować na projektach NGO? I tak dalej.
  3. Zasięgałbym języka. Internet pełen jest absolwentów uczelni i bootcampów. Ich opinie są dużo lepsze i ważniejsze, niż slogany tworzone przez marketingowców. Zamiast pytać mnie, czy moje kursy są dobre, popytaj o nie na Fejsie. Zamiast zastanawiać się, czy studia na SWPS są warte Twojego czasu, pogadaj z osobami, które je ukończyły. Tylko w ten sposób uzyskasz mniej więcej miarodajną odpowiedź. Nie pytaj jednej osoby — zapytaj kilku. To jak z badaniami. To, co powie jedna osoba nie ma specjalnie znaczenia. Spróbuj wypracować zrozumienie tematu.
  4. Spojrzałbym na to, jak w przeszłości uczyłem się i kiedy miałem z tego największą frajdę. Poszukałbym takiej oferty edukacyjnej, która spowoduje, że poczuję się tak samo.

Sporządź plan

Bez metodycznego planu daleko nie zabrniesz. Patrząc w kalendarz zastanów się nad tym, ile czasu możesz poświęcić na naukę i czytanie, a ile na praktykę. Spróbuj podejść do tego systematycznie. Piętnaście minut dziennie jest lepsze, niż godzina tygodniowo. Czytaj, szkicuj, myśl, zapisuj swoje przemyślenia, konfrontuj efekty pracy z ludźmi dookoła. Rozliczaj się z planu i traktuj go poważnie. To jest projekt zmiany Twojego życia — podejdź do niego poważnie. You can’t turn shit into honey. Dobry plan i dobre tego planu wdrożenie to największa szansa na osiągnięcie dobrego efektu.

Które źródła są dobre? Internet jest ich pełen. Zacznij od odwiedzenia linków, które wyliczyłem już dawno temu. Pewnie trochę się zdezaktualizowały, więc podpytaj innych UXów, co śledzą.

Pracuj nad czymś od początku

Pracuj nad czymś od początku, w miarę nauki. Jeśli wybierzesz jakieś dłuższe studia albo kurs, to pewnie tak będzie. Jeśli wybierzesz naukę samemu, zrób to. Znajdź wujka, ciotkę, kuzyna albo znajomą, którzy potrzebują nowej strony internetowej albo mają problem z istniejącą. Może wujek-mechanik ma zakład samochodowy i można ułatwić mu życie, uruchamiając system zapisów na przeglądy techniczne? Może ciotka jest prawniczką, której zależy na znalezieniu nowych klientów? Być może Julka z sąsiedniej klatki otwiera salon kosmetyczny? A może Twoja siostra ma problem z pożyczaniem książek i zapominaniem, komu je pożyczyła? Nie wspominam już nawet o tym, że istnieje szansa na to, iż grupa Twoich znajomych zaangażowana jest w działania prospołeczne i Twoja pomoc byłaby dla nich nieoceniona. To wszystko są piękne pomysły na projekty UXowe, a nawet zahaczające o service design.

Kiedy już znajdziesz temat, przejdź jak umiesz najlepiej przez wszystkie etapy UXowego procesu, dokumentując je tekstem, zdjęciami, szkicami makiet… Wszystkim, czym zdołasz. Ten materiał to Twoje portfolio.

Portfolio? Jak to zrobić?

Portfolio to nie strona internetowa z paroma screenshotami. Portfolio to opis procesu myślowego, dokumentacja Twojego podejścia do pracy projektowej. Takie właśnie skonstruuj. Opisz krok po kroku założenia każdego etapu, kolejność działań, wyniki i wnioski. Zamieść to gdzieś w internecie. Pamiętaj o tym, że jako projektant musisz zadbać o dobre, dostępne, nie wykluczające nikogo doświadczenie przeglądania swojego portfolio i CV. Plaga małych, szarych literek na białym tle, zdjęć w CV i kolorów z piekła szerzy się na stronach, które otrzymuję z prośbą o “ocenę”. Projektując UX, projektujesz doświadczenia. Doświadczenie przeglądania Twojego portfolio to też doświadczenie, zią. Zadbaj o to. Obejrzyj sobie wykładzik, w którym dwa lata temu podałem wiele praktycznych informacji.

Znajdź sobie pracę

Brzmi trywialnie, ale wcale tak nie jest. Ja jednak wierzę, że to Twoim zadaniem jest znaleźć sobie pracę, a nie czekać na ogłoszenie marzeń i snów. Wielokrotnie powtarzałem coś, co usłyszałem od mojego przyjaciela i projektanta pełną gębą, Neila: “Nie wierzę w pracę z ogłoszenia”. Wprawdzie zdarzają się, oczywiście, świetne posady, które otrzymać można po przejściu procesu rekrutacyjnego będącego efektem odpowiedzi na ogłoszenie, ale te najciekawsze, najfajniejsze rzeczy dzieją się, kiedy weźmiemy stery w swoje ręce. Kluczem do tego jest networkowanie, czyli poznawanie ludzi i przebywanie z nimi (choćby i wirtualnie), oraz udzielanie się w społeczności. Na początku z pytaniami, ale też w dyskusjach, a z czasem udzielając odpowiedzi i pomagając innym. Chwaląc się sukcesami i porażkami.

A może warto założyć bloga, w którym opowiadać będziesz o swoich doświadczeniach z szukania pracy i o starcie w zawodzie? Nie chce Ci się? Uważasz, że nie warto? Ja wiem, że warto. Wpis Matyldy o “projekcie przebranżowienie” jest wciąż jednym z najpopularniejszych na moim blogu, pełnym przecież innych treści. Pisz, mów, publikuj, rozmawiaj, pytaj, pomagaj! Znajdź sobie pracę pokazując jakieś cechy swojego charakteru. Zachwyć kogoś swoją osobą i swoimi przemyśleniami.

Rozmawiałem ostatnio z osobą, która prowadzi duży zespół projektowy w jednym ze znanych software house’ów. Człowiek ten powiedział mi, że większość zapytań o pracę, które dostaje nie nadaje się do niczego. Wysyłane są na zasadzie: “a może mi się uda, napiszę, bo czemu nie”. Jakie podejście do szukania roboty, taka odpowiedź. Zaangażuj się w ten proces. Przekonaj potencjalnego pracodawcę do rozmowy. I nie przejmuj się, jeśli to się nie uda. Szukaj dalej. I dalej. Cierpliwości. Jeśli ktoś nie odpisuje, to napisz ponownie za jakiś czas i zapytaj, czy Twoja wiadomość została przeczytania. Postaraj się.

Ten stosunek zmienia się potem — dobrzy pracodawcy wiedzą, że zatrudniają ludzi po to, by budować siłę swojej firmy. Ale na początku to Ty musisz bardzo się postarać (co nie znaczy, że pracodawcy starać się nie powinni, ale pomyśl o tym, że to oni przesiewają tę setkę maili w miesiącu od osób takich, jak Ty…). Wyróżnij się czymś. Na pewno coś takiego masz — spróbuj to odnaleźć.

Przeprowadzaj regularne retro!

Retro to aktywność projektowa, w czasie której zespół podsumowuje efektywność działań i stara się zastanowić nad poprawą tego, co nie wyszło. Rób to samo. Proś o feedback z rozmów o pracę. Pracuj nad sobą i wracaj do dziennika. Gdzie leżą Twoje słabe strony? Czego powinieneś (lub powinnaś) się nauczyć? Co dalej? Jak uderzyć do potencjalnych pracodawców? Czym możesz ich zainteresować? Co poszło dobrze w czasie rozmowy, co poszło źle z wysyłką maila lub odpowiedzią na niego? 

Dokumentuj swój rozwój i poddawaj się regularnej introspekcji.

Doceń siebie i wysiłki innych

Już to, że czytasz ten artykuł oznacza, że Ci zależy. I to jest piękne. Cała rzesza ludzi takich, jak Ty ma podobne doświadczenia. Razem z nimi przechodzisz przez wzloty i upadki w procesie poszukiwania miejsca dla siebie. Doceń się za to. Nie pozwól szarej rzeczywistości i lat indoktrynacji w szkołach, w których nauczyciele mieli zawsze rację, patriarchatowi, w którym kobiety to “baby do garów” i starym, którzy zawsze chcieli, żebyś został/została doktorem nauk wejść sobie w drogę. To Twoje życie i Twoje podejście. Twoja próba. Dlatego, mój drogi, dlatego, moja droga, Jesteś osobą wyjątkową. Uśmiechnij się czasem do siebie w lustrze albo zrób dla siebie coś miłego. Nie musisz nieść krzyża i na kolanach zasuwać pod górę po ostrych kamieniach. Możesz po nich biec w trampkach, odważnie chwytając się lin, rzucanych przez innych — choćby przeze mnie i grono fantastycznych koleżanek i kolegów doświadczonych bardziej ode mnie. Yes, you fucking can, ale nic nie zrobi się samo. Zapnij pasy i wdepnij pedał gazu! Ciężką pracą możesz zdziałać wiele. A odrobina szczęścia przydarza się często tym, którym na czymś zależy.

OMG, jakie to trudne!

No pewnie, że trudne! Niestety — muszę Cię uprzedzić o tym, że otrzymanie dobrej pracy i rozpoczęcie nowej kariery to być może motylki w brzuchu, ale także ciężka, metodyczna, katorżnicza praca nad sobą. Dlatego zadbaj o siebie i nie daj się zwariować. Rób regularne przerwy w poszukiwaniach. Odpoczywaj. Praktykuj jogę, biegaj, medytuj, gotuj, chodź na spacery z partnerem lub partnerką. Baw się z dzieciakami, jeśli je masz. A przede wszystkim przeprowadzaj swój start w otoczeniu innych startujących. Dołącz do lokalnej społeczności. Jeszcze raz podkreślam: projektant i projektantka bez sieci kontaktów i znajomych, ale także osób współczujących i przechodzących przez te same doświadczenia zawodowe jest jak ryba bez wody.

Jeśli nie wykażesz inicjatywy, chęci do nauki, rozwoju, nie przyłożysz się do tego i nie zrobisz swoich własnych badań w temacie, to nie pomoże ani Wojtek Kutyła, ani SWPS, ani Akademia UX/UI, ani nawet bóstwo, w które wierzysz. Dostanie pracy w jakimkolwiek zawodzie i rozpoczęcie nowej kariery to związek przyczynowo-skutkowy. 

W mojej niedawnej prezentacji dla absolwentów wrocławskiego SWPS opowiadałem sporo na tematy wspomniane w tym wpisie (i parę innych). Obejrzyj tę prezentację na Youtube.

Działaj!

Mam nadzieję, że tym wpisem odpowiedziałem na Twoje wątpliwości. Jeśli nie, rozpocznij dyskusję pod nim. Zapraszam Cię do zadawania pytań, ale i podawania odpowiedzi. Ja pomogę, na ile zdołam, ale pamiętaj: nie przechodzę przez proces szukania pracy. Nie szukam nowej roboty czy sektora. Twoja wiedza i Twoje doświadczenie już teraz warte są więcej niż moje, więc dziel się nim z innymi i staraj się pomagać kolegom i koleżankom w podobnej sytuacji.

Znajdź swoją drogę. Obserwuj, słuchaj, czytaj. Używaj głowy. Wiem, że możesz. 🙂

Powodzenia.