Junior, senior, potejto, potato

Starszy ziemniak wspiera kiełkowanie młodszej bulwy
Wspieraj kiełkowanie!

Konwersacje z osobami uczestniczącymi w fantastycznym Elementarzu UX skłoniły mnie do przemyśleń na temat natury współpracy pomiędzy mniej i bardziej doświadczonymi projektantami i projektantkami. Czy ci z nas, którzy “siedzą w biznesie” od dawna mogą zrobić coś, by ułatwić życie koleżankom i kolegom? I co, w moich oczach, właściwie odróżnia juniora od seniora? Może to, co napiszę przyda Ci się lub skłoni do przemyśleń. Zapraszam do lektury.

Etykiety nie są zawsze miarodajne

Junior — mały staż, senior — duży staż. Ale czy na pewno? Gdyby tak było, to każdy spotkany senior, UX z dłuższym stażem, powinien okazywać się osobą ciekawą, wartą uwagi, a przede wszystkim: zachowującą się profesjonalnie. “Przydatną” z perspektywy projektowej. Tymczasem wcale tak nie jest. Poznałem już wiele osób zajmujących się projektowaniem UX, które, pomimo wielu lat pracy, wcale nie zachwycały mnie otwartością, wiedzą i profesjonalizmem. W dużych i małych firmach, na freelance i nie. Z drugiej strony, poznałem również takich specjalistów, których uznaję za rewelacyjnie obeznanych z wykonywanym zawodem i wartych świeczki. Na czym polega ta różnica pomiędzy jednymi i drugimi, tymi “pro” i tymi “jezde seniore”? Największa, jaka rzuca mi się w oczy to świadomość własnej ekspertyzy.

Dojrzałości często nie da się zmierzyć w latach

Projektant dojrzały to projektant, który — rzucony w wir projektowych wydarzeń — nie straci głowy. Będzie wiedzieć, jakich metod pracy użyć, a jeśli nie będzie tego wiedzieć, to szybko się dowie. Nie będzie stronić od eksperymentów. Pozwoli sobie na pomyłki, które gruntownie zanalizuje. Nie straci zimnej krwi, stojąc na przeciwko problemu. Obsuwa przed testami i wykruszają się partycypanci? Trudno, poradzimy coś. Techniczne zagwozdki uniemożliwiają szybkie przygotowanie prototypu? Porozmawiamy z braćmi i siostrami w kodzie, oni pomogą. Interesariusze stają kołkiem? Taki projektant (lub projektantka) okiełzna ich w try miga. Takich ludzi cenię zawodowo, a często okazuje się, że i prywatnie, kiedy nawiązuje się między nami nić porozumienia. Osoby takie są na rynku pracy w cenie i, raz zatrudnione, potrafią pracować wydajnie, elegancko i z lekkością właściwą profesjonalistom. Zadają trudne pytania i nie oczekują prostych odpowiedzi, ale potrafią prostych odpowiedzi udzielać. Językiem, który trafia do kolegów i koleżanek, z którymi rozmawiają.

Spójrz; nie ma tu ani słowa o długości stażu. To jest najfajniejsze. Wiesz co? Niespodzianka: znam osoby, które wcale nie pracują od dawna, a mają właśnie takie podejście do wykonywanego zawodu. Są profesjonalne, otwarte i wiedzą, że ucząc się na błędach i to ucząc się stale, stają się coraz lepszymi UXami. Pomyśl o tym. Dla mnie “senior” nie oznacza osoby, która przepracowała pięć lat w jednej organizacji, tworzącej średniej jakości produkt, w procesie, który z UX ma tyle wspólnego, co dyplom szkolenia z umiejętnościami nabytymi w czasie szkolenia. Parafrazując pewną reklamę, do której już odwoływałem się w przeszłości: “Seniority is a state of mind. You may already have it.”

Nie oznacza to oczywiście, że lata pracy nie owocują. Najczęściej tak. Jednak ja zawsze podchodzę do seniorów z ostrożnością i próbuję ich “wyniuchać”. Często okazuje się, że tak naprawdę wiele jeszcze im brakuje do tego, by przywłaszczać sobie etykietkę elastycznego profesjonalisty (lub profesjonalistki). Pozdrowienia dla wszystkich koleżanek i kolegów, którym udało się połączyć staż pracy ze zdrowym podejściem. Fajnie, że jest Was tak wiele! Przeczytajcie następną część artykułu. Jest dla Was.

Nasze dwa grzechy główne: pycha i utrata pamięci

Mówi się, że juniorzy podskakują, choć nie mają z czym. Z moich obserwacji wynika co innego: to seniorzy często patrzą na młodszych wiekiem/stażem/doświadczeniem (niekoniecznie dojrzałością w podejściu, co opisałem powyżej) z wyższością. Jesteśmy dumni i nie chce nam się tymi młodymi dupy zawracać. Niech se siedzą i tworzą. Byleby za bardzo nie fikali. Za każdym razem, kiedy słyszę obawy juniorów o to, że będą stłamszeni przez starszych kolegów i koleżanki, bierze mnie jasna cholera. Dlaczego? Bo wiem, że tak jest. Sam tego doświadczyłem i, zapewne, zanim osiągnąłem pewną dojrzałość, sam serwowałem piekło tym mniej obeznanym z tematem ode mnie. Jakim burakiem byłem wtedy! Jak bardzo zapominałem o tym, że nie od razu Kraków zbudowano! Z klapkami na oczach dumnie maszerowałem do przodu sądząc, że “jak im pokażę, to się nauczą”. Niech cierpią, ja już to mam za sobą! Dopiero po latach zrozumiałem, a przyszło to z przemyśleniami i rozmowami, a nie stażem jako takim, że jedyną szansą na funkcjonowanie w świecie jako doświadczony projektant na poziomie jest pomaganie młodszym i mniej doświadczonym ode mnie. Bo to oni napędzają ten system swoją ciężką pracą, a nie moje słodkie, wypielęgnowane łapki, które co najwyżej od czasu do czasu klepną raporcik i uspokoją wyjątkowo zażartych stakeholderów. Bo to oni — i one — to prawdziwa przyszłość tego zawodu, której zadaniem jest nie powtórzyć naszych błędów. A skąd juniorzy mają się uczyć, jak nie od nas? Nauka nie polega na dopieprzaniu zadania domowego i lania linijką po łapach, tylko na otwieraniu się na pytania i udzielaniu wyczerpujących odpowiedzi. I cierpliwości.

Po czym zatem poznaję doświadczonych projektantów i projektantki z duszą? Po tym, że wiedzą, że im dalej w las, tym więcej drzew. I po tym, że zamiast oddawać maczetę maszerującym za nimi ufnie juniorom, zabierają od nich latarkę, rąbią chaszcze, a po drodze opowiadają spokojnie o robalach i ptaszkach oraz roślinach, które można spotkać w kniei. I po tym, że wiedzą, iż najlepiej uczyć się zespołowo, stawiając czoła problemom razem.

Juniorzy — pytajcie, męczcie nas, oczekujcie odpowiedzi. Seniorzy: pomóżcie swoim koleżankom i kolegom projektować lepiej, rozważniej. 

Przekonanie o własnej wartości

Mówiłem o tym ostatnio w wystąpieniu dla absolwentów i absolwentek wrocławskiego SWPS. Nabierzcie przekonania o własnej wartości. Przyjmujcie pochwały i chwalcie innych. Pozwalajcie innym nabierać pewności siebie, doceniając ich zaangażowanie. Nie ma w tym niczego złego, na przekór tego, co przez lata pompował nam do głowy aparat edukacyjny, szkoły, studia i otoczenie. Jesteście osobami wartościowymi — zauważcie to i czujcie z tego dumę. Stańcie się seniorami, zanim ktoś przypnie Wam tę łatkę na CV. I zdajcie sobie sprawę z tego, że ta etykieta nie jest nic warta, jeśli za nią nie idzie otwartość, zrozumienie i praktyczna empatia w stosunkach z kolegami i koleżankami.

Pewność siebie trzeba wyhodować, ale nie da się jej rozwinąć w otoczeniu, które nie wspiera rozwoju, a czasem wręcz aktywnie do niego zniechęca. To my, seniorzy i seniorki, projektujemy doświadczenie juniorów i juniorek. Zróbmy to porządnie.

A te artykuły o etyce i takich tam, co obiecał? To gdzie?

Piszą się. Jestem morderczo zajęty. Napisałem wstęp — opublikuję go niebawem. Cierpliwości. A tymczasem, borem lasem.Zapraszam na urodzinową transmisję Opowieści ze świata UX. Wciąż czekam na Twoje pytania. Sprawdź.