Case study: wyszukiwarka z drugim dnem

Pudełko, w którym czają się niespodzianki UX
Niebezpieczeństwo czai się wszędzie!

Czy zdarzyło Ci się kiedyś pracować przy projekcie UX, który z małego zadania przeistoczył się w bestię wymagającą pracy całego zespołu? Czy zdarzyło Ci się przekonywać klienta do tego, że jego początkowe założenia – prośba o przeróbki w interfejsie nie działającej zbyt dobrze strony – są niewiele warte, jeśli nie zwróci się uwagi na to, co dzieje się pod spodem? Czy patrzyłeś kiedyś w rozszerzające się z przerażenia i zdziwienia oczy, niewidzące sensu w niczym poza “przesuń guzik na lewo”, spoglądające na ciężki od porad dokument wyjaśniający zagadnienia transformacji systemowej dla całej firmy, koniecznej do poprawnego działania produktu?

Mnie się zdarzyło, a raczej zdarzało – i to nie raz.. Dzisiaj, na prośbę miłych kolegów i koleżanek z UsabilityPL, małe case study pod tytułem:

“Jak sięgać po rozwiązania ekstremalne i wychodzić z tego z bananem na ustach, czyli opowieść o wyszukiwarce, błędnych założeniach na temat tego, co trapi użytkownika i kliencie chorym na rozwolnienie, wyleczonym stertą papieru.”

Czytaj dalej →

Axure: oddech wymarłych światów

Dziadek rozmarzony na temat Axure
Kiedyś wcale nie było prosto. Trzeba było sikać pod wiatr!

Axure pojawiło się na rynku w czasie, w którym po prostu nie miało konkurencji. Zrazu powolne i dość niechętne współpracy (Windows XP times, baby!), okazało się jednak przydatne. Wkrótce stało się to moje główne narzędzie do prototypowania; odszedłem od makiet dłubanych w Ilustratorze i na serwetkach. To jednak zmieniało się na przestrzeni lat. Dzisiaj w moim otoczeniu Axure już nikt nie używa; nie używa się go także w ogromnej większości organizacji, z którymi pracuję. Przesiedliśmy się na inne narzędzia, choć licencje wciąż pozwalają nam na używanie tego programu. Dlaczego?

Czytaj dalej →

Jak projektować UX z głową tak, by bez niej nie skończyć?

UX designer siedzący w zaroślach
Nie daj się technologii i swoim sentymentom. Rozpoznaj temat!

Historia pierwsza

Siedziałem sobie na spotkaniu z drużyną programistów dużej firmy produkującej duże rzeczy. Zebraliśmy się, bo klient rozpoczynał myślenie o nowym systemie. Miała to być strona internetowa skierowana do niezbyt wyraźnie nakreślonej jeszcze grupy użytkowników; nie do końca było wiadomo też, jakie są szczegóły propozycji biznesowej. Jedyną pewną informacją było to, że trzeba zaprojektować coś, co sprzedaje coś innego. Znany wszystkim syndrom “mokrego snu prezesa”. Dzień jak codzień.

Zanim jeszcze zdążyłem zadać parę sensownych pytań, Mietek Kierpołeć, szef działu IT, stwierdził:

– Użyjemy do tego, oczywiście, Microsfot SharePoint.

Zmroziło mnie. Wyszczekałem prawie:

– A skąd wiemy, że funkcjonalność tego systemu będzie odpowiadać wymaganiom użytkowników i organizacji?

Cisza. Spojrzenia nieprzyjazne; siekiera w powietrzu. Pewność stoi na golasa za oknem i chce, żeby ją wpuścić, bo zimno.

Czytaj dalej →