WUD Wrocław 2019 i DesignWays. Veni, vidi, vici!

Wojtek Kutyła prezentuje na DesignWays
Uprawiam wygibasy na scenie DesignWays. Fotka: Rhys Nealon

Wróciłem z konferencji DesignWays w Krakowie i World Usability Day Wrocław. Wróciłem po warsztatach z podstaw Jobs To Be Done dla 25 osób, które swoimi datkami wsparły Fundację Mili Ludzie. Teraz pora na grudzień, który jest moim miesiącem wolnym od komputerów i pracy zawodowej. Trzeba odpocząć. Domagają się tego ciało i umysł. Zanim jednak odejdę w głuszę z aparatem i zmęczę kolejne gitarowe łomoty z Ziemowitem, podsumuję krótko swój pobyt w ojczyźnie – bo, jak zwykle, wrażeń nie brakowało.

Wrocław, je t’adore!

Zakochałem się we Wrocławiu. Byłem już w większości polskich miast, ale Wrocław w jakiś sposób spodobał mi się szczególnie. Architektura i otwartość jego mieszkańców przypadła mi do gustu. Przyjaciele, których tam mam stanęli wyjątkowo dobrze na wysokości trudnego zadania i pokazali mi cudowne miejsca, o istnieniu których nie miałem pojęcia. Ale poza fajnymi spacerami i pożeraniem produktów miejscowej gastronomii było oczywiście coś więcej – konferencja WUD. Doskonale warsztaty o strategii Natalii “Zebzy” Bienias i Konrada z Mobee Dick i te o dostępności Jakuba Dębskiego. Bardzo cieszy mnie fakt, że zwłaszcza ten drugi temat zyskuje na popularności w Polsce. Nie będę jeszcze zdradzał pewnej związanej z tym niespodzianki, ale jeśli macie ochotę, zapiszcie się na newsletter, żeby nie przegapić pewnego wyjątkowego wydarzenia… Ha.

Jestem zadowolony ze swojego wystąpienia na deskach WUD – wnoszę, że było spoko, choćby po ilości bardzo fajnych pytań, które otrzymałem. Miłe były też dyskusje w przerwach, w czasie których poznałem sporo nowych osób. Networking rozkręca się! Widzę więcej śmiałości w uczestnikach konferencji niż wcześniej. Wymieniamy się wiedzą i doświadczeniami. Fantastycznie!

Maupa charytatywnie

Warsztaty Jobs To Be Done dla Miłych Ludzi… Co za jazda. Wprowadzenie w ten temat nie jest proste – ilu piszących o nim, tyle metod; ile podejść, tyle nerwowego migotania komór. JTBD jest jednak bardzo przydatne i warto poznać podstawy użycia tego potężnego narzędzia. Było bardzo intensywnie i pomimo tego, że warsztaty były krótkie, myślę, że zasiały w głowach uczestniczek i uczestników wiele pomysłów. Raz jeszcze chciałbym podziękować wszystkim, którzy zdecydowali się przekazać datek na działanie organizacji Marcina i Kasi Halickich. To, co ta dwójka (wraz z ochoczym współpracownikami) wyprawia na polu promowania świadomego projektowania jest wielkie, a możliwość pomocy im to dla mnie prawdziwy przywilej i zaszczyt.

DesignWays — dwa dni konkretów!

Zdjęcia z przyjaciółmi z DesignWays
Mordeczki w czapkach z fotobudki — ziomale i ziomalki z DesignWays

DesignWays, ta konfa, o której tyle słyszałem, druga raptem edycja – a z jakim przytupem! Wydarzenie prawdziwie międzynarodowej klasy. Dużo ludzi, świetna organizacja, doskonałe prelekcje, networking jak trzeba, kawa, miłe afterparty, bardzo dobra kolacja dla prelegentów… Takich wydarzeń w Polsce potrzeba więcej. Nie tylko zresztą w Polsce; DesignWays śmiało stawiałbym w światowej czołówce konferencji, na których byłem, a byłem już na paru. Bez ściemy – za rok będę tam na bank. Brawo, Tomaszu, Kajtku, Asiu, Kingo, Klaudio, Zuziu i reszto wolontariuszy, których nie dane mi było poznać z imienia. Jestem pod wrażeniem Waszej tytanicznej pracy! Sam dałem z siebie, ile mogłem i mam nadzieję, że moje wystąpienie podobało się obecnym. Było nagrywane, więc będzie można je obejrzeć za parę tygodni. Bardzo fajnie było też uczestniczyć w panelu (pozdrowienia dla moich szacownych kolegów: Miłosza, Tomka i Grześka). Mam cichą nadzieję, że w przyszłym roku zobaczę na scenie panel damsko-męski, bo nasze faceckie pitolenie to tylko połowa układanki! Zapraszam drogie koleżanki na deski DesignWays – potrzeba Was tam! Nie ma się czego bać.

Mój przyjaciel Rhys Nealon (wywiad z nim możecie przeczytać w archiwum), który w czasie, kiedy piszę te słowa śpi w samolocie parę foteli za mną, pochrapując zdawkowe sentencje po polsku („dzień dobry” i „cześć”, dalej nie brnąłem) zakochał się w Krakowie i jestem pewien, że jeszcze się tam pojawi. Dostarczył solidny, merytorycznie gęsty keynote, który przyda się na pewno tym, którzy zainteresowani są rozwojem swoich organizacji. A dodatkowo objadł się dobrym, polskim jedzeniem i uścisnął niejedną grabę. What’s not to like?

Teraz pora na odpoczynek. W grudniu będę sprawdzał fejsa bardzo sporadycznie. Muszę odpocząć od pracy, bo kilka ostatnich miesięcy to czas dla mnie wyjątkow intensywny; trzeba naładować baterie. Nie składam Wam jeszcze życzeń świątecznych, ale znikam, by wynurzyć się z odmętow cyberprzestrzeni z nowymi pomysłami. Tymczasem – do zobaczenia – i wiedzcie, że dzięki Wam, cudownym ludziom, których odwiedzam w Polsce – chce mi się pchać dalej pod górkę ten cały UXowy interes.

Tradycyjnie: obserwacje i podziękowania

  • Odkrycie wyjazdu: panierowane boczniaki.
  • Szkoci zachowują się bardzo zabawnie, kiedy temperatura spada poniżej zera i marzną im uszy.
  • Korki w Krakowie przypominają mi wizje z obrazów Hieronima Boscha. Podobnie relaksujące.
  • Panorama Racławicka miażdży. Kto nie widział, niech zobaczy. Aż się chce postawić kosę (albo sharpiego) na sztorc i nacierać!
  • Mimo całego mego umiłowania do absurdów i smaczków, podróże pociągami PKP wystawiają moje poczucie humoru na ciężką próbę. Zwłaszcza, kiedy pan konduktor mruczy do mnie w Klingon.

Niczym na filmie z hameryki albo wkładce w album z piosenkami “ku uciesze”, garść podziękowań dla: Emi, Matyldy, Asi, Katarzyny “Pół Porcji”, Piotrka Źrołki, Magdy, Oli, Jakuba, Natalii “Zebzy” Bienias, Konrada, Olgi W, Tomka Skórskiego, Miłosza Piróga (medytuj, men!), Grzegorza, no i oczywiście mego partnera w biznesie i przyjaciela z Banku Świętego Andrzeja, czyli Pyry-sana, rozkminiacza design sprintów oraz wspomnianych wcześniej misiów i misiowych z DesignWays. A także nowych znajomych i potencjalnych przyjaciół i przyjaciółek. Respekt, ziomale i ziomalki!