Łomatko jedyna! I co teraz?!

UX narzekający — i UX walczący!
Co wybierasz?

Mamy kwarantannę. Atakuje nas śmiercionośny bakcyl z piekła rodem. A potem będzie krach. On już się zaczyna — i dotknie nas mocniej niż każdy z wielkich poprzednich. A my sobie siedzimy w tym naszym UXie, w domu, laczkami pod zaadoptowanym na przygodne biurko stołem majtając i zastanawiając się, co dalej.

Kto się nie zastanawiał i nie boi o przyszłość, ręka w górę. Strach jest normalny. Nie uda nam się wyjść z tego bez siniaków. Mamy jednak dwie opcje: dać się ponieść niepewności związanej z dalszym wykonywaniem zawodu albo spojrzeć na to wszystko jak na wielką okazję do stania się lepszym UXem, pracownikiem i człowiekiem.

Ja wybieram tę drugą drogę. Dzisiaj o tym, co możemy zrobić, żeby nie dać się zaorać.

Grace under pressure

To nie tylko jeden z moich ulubionych albumów Rush, ale także określenie oznaczające zachowanie równowagę i determinację w obliczu stresu. Który będzie powoli wsączał się w naszą rzeczywistość. Niektóre organizacje zaczynają wprowadzać go na całego, nie wytrzymując narastającego napięcia na rynkach finansowych. Koleżanka mieszkająca na stałe w kraju Kraftwerk opowiedziała mi, jak jej zespół musiał przyjąć paycut w zamian za obietnicę zagrzania stołków jeszcze przez kilka miesięcy. Kolega pracujący w dużej agencji opowiedział mi o masowych zwolnieniach w jego firmie. Może i Ciebie dosięgnęła redukcja albo przynajmniej nerwowa drżączka szefów. I nie dziwię się temu — jest grubo. Raport “Covid-19: Implications for business” autorstwa McKinsey, który zdecydowanie polecam (serio — takie rzeczy trzeba czytać, więc wbijaj w te pędy) jasno wskazuje na przyszłość, w której największe sektory rynku dostaną po dupsku. A kiedy to się stanie, każdy odczuje tego efekt. Nawet my, w naszym ciepłym grajdołku cyfrowym. Czy to oznacza jednak, że powinniśmy załamywać ręce i zanosić modły do Latającego Potwora Spaghetti? Jeśli tak lubisz, to jasne, że tak. Ja jednak proponuję Ci podejście ostrego jak żyletka wiedźmina Geralta, który po kawce z Triss Merigold wstąpił drodze do sklepu z akcesoriami do makijażu, a potem nauczył się od dopplera Dudu sztuki adaptacji.

Jezu, co on pisze za bzdury? Jaki wiedźmin?

Już spieszę tłumaczyć. Jak nie znasz przygód wiedźmina (albo nie Jesteś takim starym dziadem jak ja) to poczytaj sobie troszkę, a ja wyjaśnię w międzyczasie: chodzi mi o to, że o naszej przyszłości w UX zadecydują: dobre przygotowanie na nadchodzące wyzwania, umiejętność kreatywnego myślenia, praca z innymi, zdecydowanie w machaniu mieczem i adaptacja. Czyli jak u Geralta. No to jedziem.

Przygotuj się!

Teraz jak nigdy masz możliwości skupienia się na tym, co ważne z punktu widzenia zawodowego. Większość czasu spędzasz — tak jak ja — z oczętami omiatającymi ekran komputera. Pomyśl o ustawieniu sensownej rutyny:

  1. Wstawaj o tej samej porze codziennie,
  2. Planuj dzień,
  3. Wykonuj najtrudniejsze zadania na początku, timeboxując,
  4. Zrób rzeczy mniej ważne,
  5. Social media i inne przeszkadzajki odłóż na wyznaczony czas na później i nie przeciągaj ich.

Cały trick polega na tym, żeby się nie “rozmemłać”. Wiem, że nie jest tak prosto, kiedy ma się dzieci. Nie mam dzieci. Nie mogę powiedzieć na ich temat niczego sensownego, niestety (poza tym, że są fajne, kiedy są ciche). Ale może część moich rad Ci się przyda.

Oczywiście, Twoja rutyna może wyglądać zupełnie inaczej, niż moja, ale jeśli jakąś zastosujesz to zauważysz, że zostaje Ci jakiś czas, który możesz przeznaczyć na dłubanie w nosie albo przewijanie Instagrama. Wiesz co? Wykorzystaj to na naukę. Przygotuj się do tego, że będzie trzeba dostosowywać się do bezprecedensowo szybko zmieniających się wymagań rynku. Ucz się! Jak możesz to zrobić? Na przykład tak:

  1. W przerwach między zadaniami — regularnych, parominutowych — poczytaj jakąś książkę, odklejając się od monitora albo zapisz parę myśli, które przychodzą Ci do głowy w notesie. Lub oddaj się czemuś, co pozwoli Ci potem móżdżyć lepiej i szybciej (Ci, co siedzą w wirtualnym biurze mogą czasem mnie zobaczyć, jak plumkam na basie, żeby dać głowie i oczom odpocząć w przerwach między sesjami Pomodoro).
  2. Oglądaj webinary i transmisje z konferencji. Patrz; ziomkowie z UX Poland robią fajny gig za darmo, ja zasuwam z płatnymi i konkretnymi webinarami a potem dzielę się publicznie pomysłami z Michałem Mazurem, a Tipi UX prowadzi transmisję ze swoich wystąpień (upewnij się, że nie przegapisz następnego). Najczęściej te rzeczy dzieją się wieczorami albo w weekendy. 
  3. Zrób cokolwiek, co pozwoli Ci przyswoić jakiś malutki kawałek nowej wiedzy codziennie. Może zainteresuj się metodą nauki z wykorzystaniem flash cards (stwórz takie dla UX, a ja się nimi podzielę na forum i zostaniesz milionerką). Albo choćby postaw sobie za punkt honoru codzienną zmianę majtów sówce Duolingo. Przeglądaj kursy na Udemy i Skillshare. 

W skrócie: ruszaj mózgownicą w obszarach UX i nie tylko. Chłoń.

Myśl kreatywnie

Rozbijaj swoje lęki na fakty. I skupiaj się na tym, co działa teraz, a nie na tym, co nie działa — staraj się pchać to dalej. Dla przykładu:

Siedzę i myślę: “stacjonarne kursy UX dla firm muszę na razie odłożyć na kołek”. Zaczynam się martwić. “Dochody spadną, ojezu!”. Sięgam jednak po fakty:

  1. Szkolenia, które zabookowałem z klientami są przekładane a nie odwoływane. Strach spada o 50%. Mniam.
  2. Mam zajebisty content i umiejętności do prowadzenia szkoleń.
  3. Każdy teraz jest podłączony pod net łączem twardym jak Szczepan Twardoch.
  4. W czasach kryzysu upskilling (powiększanie swoich umiejętności) zawsze rozwija się bardzo dobrze (lekcja, którą wyniosłem z kryzysu 2008 i z “dot.com burst” sprzed parunastu lat). Ludzie nie lubią stać w miejscu.
  5. Mam czas do tego, żeby coś zrobić.
  6. Ludzie zapisują się na moje wystąpienia offline, a teraz także online.
  7. Mam duże pole do eksperymentów i mogę bardzo szybko zmieniać kierunki — bo pracuję sam.
  8. Mam bardzo niskie koszta utrzymania biznesu.
  9. Dopóki nie spróbuję czegoś nowego i nie zmierzę efektywności, nie będę wiedział, jak to działa.

Niepokój odchodzi od razu. Do przodu!

Wniosek: fakty wskazują, że nie ma co się łamać, tylko cisnąć w webinary, szkolenia online i ogólnie online’ową działalność. Toteż robię. Dzisiaj, na przykład, wpadłem na zajebisty pomysł, który zrealizuję niebawem. Nie powiem jeszcze co to, ale będzie fajne.

Spróbuj rozbić swoje lęki na fakty. I podejmij działanie. Masz internet, komputer, dwie ręce i naprawdę dobry mózg. Zawsze jest ktoś, kto wie i umie mniej, niż Ty. Polamentuj sobie troszkę dla zdrowia, a potem zacznij myśleć kreatywnie.

Buduj swoją sieć!

Networking stanie się w niedługim czasie podstawą funkcjonowania zawodowego. Dzieje się tak już dzisiaj. W przeciągu ostatnich trzech tygodni nasiliła się aktywność osób w mojej sieci na LinkedIn. Dostaję sporo zapytań z prośbą o zaangażowanie się w projekty. Podłączają się do mnie coraz to nowe osoby. Podświadomie czujemy, że w czasach zarazy musimy trzymać się razem. Twarze, które oglądam codziennie na Zoomie (w naszym wirtualnym biurze) stają się powoli twarzami znajomych. Kolektywne oddychanie, daje nam, o dziwo, bardzo wiele. Nie czujemy się sami. W energii grupy jest siła. Zaręczam, że wstrząsów na rynku UX nie uda się przetrwać samotnym strzelcom. To jest czas na uczestnictwo w wydarzeniach (przez kabel, rzecz jasna), pisanie blogów, nagrywanie podcastów i tego typu sprawy. Zrób to, wytrzymaj w tym, bądź miły dla innych i wyjdziesz z tego obronną ręką. W kupie naprawdę jest siła.

Adaptuj się i bądź zdecydowany!

Albo zdecydowana. Od umiejętności adaptacji zależy nasza przyszłość. Ale także od tego, że trzeba chwytać problem, przed którym stoimy za rogi i entuzjastycznie go atakować. Możemy spędzić kolejne miesiące na utyskiwaniu nad zapadającym się rynkiem i trudnościami, jakie się przed nami piętrzą, albo mozolnie pokonywać je, jedna za drugą. I wyjść na tym z zyskiem — jako osoby rozwijające swoje zainteresowania zawodowe i nie bojące się spojrzeć prosto w oczy konieczności zmian w podejściu do pracy. A jeśli przyjdzie się przekwalifikować albo zająć się czymś, czym wcześniej się nie zajmowaliśmy? Może warto — rozważ za i przeciw i podejmij konkretną decyzję.

Swędzą Cię nogi i dostajesz cholery pracując z domu trzeci tydzień? Znajdź chwilę na jogę albo tai-chi. Zamów rower treningowy i ciśnij kilometry. Wyłącz komputer i czytaj książki. Przede wszystkim, energię, którą mogłabyś wkładać w zamartwianie się, włóż w aktywne myślenie nad tym, na jaki problem próbujesz odpowiedzieć i w jaki sposób możesz go zaadresować. Całkiem po UXowemu!

Czego właściwie Chcesz od swojej przyszłości? I kto kontroluje Twoje zachowanie? Podpowiem: Ty. Dzisiaj tak jak nigdy widać, że nasza praca i podejście do niej to nic innego jak wieczne UXowe rozkminki. Do dzieła!

Jak to powiedział gruby Kingpin w jednym z odcinków serialu Punisher (straszny cheese, ale uwielbiam): “Problemy to okazje, które przegapiłem albo takie, które po prostu jeszcze się nie pojawiły”.

Wierzę w Ciebie!