Konkurs — do wygrania książka Heydona Pickeringa!

Książka Heydona Pickeringa do wygrania!
Wygraj książkę Heydona Pickeringa

Dawno nie było konkursu, więc w czasie, kiedy piszę nowy wpis i trochę poci mi się mózg (początek roku to zawsze hardkor!) — postanowiłem jeden zorganizować.

Niezwykle entuzjastyczny Heydon przysłał mi książkę z wyjątkowym autografem. Zapewniam, że nie ma takiej drugiej. Jest ona nagrodą w konkursie, który wiąże się z zadaniem praktycznym! Sprawdź, czy rozumiesz zagadnienia związane z dostępnością kodu HTML.

Jakby to Heydon powiedział: are you up for the challenge?

Jak wygrać konkurs?

To wszystko jest bardzo proste. Wystarczy:

  1. Przeczytać wywiad z Heydonem. Zrobienie tego nie jest konieczne, ale wywiad jest fajny, więc proszę go przeczytać. Ha!
  2. Przyjrzeć się dokładnie kodowi HTML strony, którą napisałem dzisiaj rano. Całość to tylko jeden plik. Nie ma CSS, nie ma JavaScriptu — po prostu czysty kod HTML. Najlepiej ściągnąć ją sobie na dysk.
  3. Znaleźć maksymalną ilość głupkowatych błędów, które świadomie popełniłem i spisać je w mailu albo pliku tekstowym (proszę NIE przysyłać plików Worda, tylko txt/rtf). Co powoduje, że strona ta jest mocno niedostępna dla większości technologii wspomagających potrzeby osób niepełnosprawnych? Czego brakuje? Jakich tagów użyłem niepoprawnie?
  4. Przepisać stronę tak, żeby kod stał się poprawny.  A potem zzipować to wszystko i wysłać do mnie na adres wojtek at wojtekkutyla.pl z tematem: “Konkurs Heydon”. To ważne — jeśli pokićkasz temat, mail trafi w kosmos.

Spośród prawidłowych odpowiedzi — to znaczy takich, których autor lub autorka:

  1. Zidentyfikuje możliwie dużą ilość baboli,
  2. Podeśle poprawny kod HTML z rozwiązaniem

Wylosuję książkę. Wyślę ją do Polski na swój koszt.

Na poprawne odpowiedzi czekam do końca tego miesiąca, a losowanie odbędzie się w lutym (tak szybko, jak uda mi się je zorganizować bez wyrywania sobie włosów z głowy).

Powodzenia! A ja wracam teraz do pisania artykułu…

Swoją drogą, czy zobaczymy się na warsztatach w Krakowie? Miejsca sprzedają się jak świeże bułeczki z kociętami i majonezem!