Warszawskie nauki, czyli co przywiozłem z powrotem

Wojtek prezentuje przed grupą warsztatowiczów
W wirze walki!

Wróciłem z Warszawy. Intensywny czas. Trzy szkolenia — można by rzec, coś dla każdego: metody UX dla początkujących, rozkmina interesariuszy i elementy wprowadzające w strategię UX dla biznesu oraz te nowe, wyczekane “Warsztaty o warsztatach”. Naturalnie, przyjęliście mnie niezwykle ciepło, za co dziękuję! Poznałem nowych, fajnych ludzi. Ponad 60 osób. Podobało mi się tak bardzo, że już zaplanowałem przyszłe warsztaty. Bardzo, bardzo niedługo ogłoszę ich daty. Póki co mogę powiedzieć tylko, że zobaczymy się ponownie w marcu 2019. Ale nie o tym dzisiaj, a raczej: nie tylko o tym, bo chciałem Wam napisać, czego się od Was nauczyłem w czasie tej wizyty w Polsce. Przebywanie z Wami to nieustające źródło inspiracji. I teraz móżdżę.

Naturalny networking

Zawsze sądziłem, że w Polsce istnieje pewien problem z networkingiem, wynikający po trosze z naszych narodowych kompleksów (“ktoś ukradnie mi pracę!” i “jestem głupi/a i niczego nie umiem, to co się będę wychylać”), po trosze zaś z… Cholera wie, czego. Tymczasem okazuje się, że wystarczy stworzyć ludziom miłą atmosferę do pogawędek i wszystko kręci się samo. A to szybkie, acz intensywne przerwy kawowe, zachęcające do interakcji przy syfonie, a to impreza powarsztatowa i już widzę banany na gębach, już rozmawiają i podnoszą różne tematy. Przywracacie mi wiarę w ludzi! Mam nadzieję, że tak samo będzie na World Usability Day w Poznaniu — będę starał się Was trochę porozkręcać. Na śrubki!

Uczestniczy warsztatów w czasie kolacji
Omnomnom. Wtem! Tajemnicza ręka. Cóż to?

It’s a business problem

W międzyczasie, sącząc jakiś płyn i zagryzając ciastkiem w kafejce, udało mi się pomóc drogiej przyjaciółce (dajmy jej na imię Personela — taki żart, który zrozumieją tylko uczestniczący w ostatnich warsztatach, ale co tam) z jej nowym portfolio. Wywiązała nam się z tego ciekawa dyskusja; doszliśmy obydwoje do wniosku, że problemem dla wielu polskich UXów jest (nie)znajomość biznesowego angielskiego z domeny IT. Sądzę, że mogę coś zrobić na ten temat. Stay tuned, czyli nastrojcie się. Niczym radio babci Stasi. Transmisja niebawem.

Pozdrawiam Cię, Personelu.

Mentor potrzebny od zaraz!

Mogę chyba już oficjalnie ogłosić, że zamierzam poprowadzić program mentorski w Polsce. Rozpocznę go w przyszłym roku. Nad formą pracuję jeszcze, ale na pewno niedługo otworzę na niego zapisy (myślę, że w listopadzie/grudniu). Będzie ukierunkowany na UXów, którzy nie do końca wiedzą, co ze sobą dalej począć.

Skłoniło mnie do tego doświadczenie “cichego” i “eksperymentalnego” mentorowania jednej z koleżanek, projektantki UX pracującej we Francji (Ewy, którą poznałem na konferencji w Szkocji). Już od dawna byłem zdania, że nasz mini-program jest tak ciekawy, że warto stworzyć podobny dla paru osób w kraju. Wizyta w Warszawie upewniła mnie co do tego. Odbyłem parę bardzo frapujących rozmów, z których wynika, że na pewnym etapie kariery zawodowej łamiemy się jak scyzoryk i zadajemy sobie to niezwykle ważne pytanie: “jak żyć?”. A raczej: “no dobra, to co teraz?”. Mnie w tego typu rozkminkach pomogli starsi, bardziej doświadczeni koledzy. Pora może, bym teraz ja pomógł komuś innemu.

Obserwujcie Fejsbunia — ale przede wszystkim zapiszcie się na newsletter. Wtedy nic Wam nie ucieknie.

Grupa pracująca nad planem warsztatów
W czasie warsztatów o warsztatach UX

Iteracje!

Warsztaty o warsztatach UX” doczekają się szybkiej iteracji. Wyszły wyśmienicie i jestem z nich bardzo zadowolony (Wasze zadowolenie wyraża się w bardzo miłych komentarzach, które dostaję w ankiecie powarsztatowej — dziękuję!), ale nie byłbym UXem, gdybym nie chciał czegoś zmienić. Monitorowałem, a teraz wiem, co poprawić! Dlatego następna edycja będzie o wiele bardziej praktyczna, ale nie kosztem zaniku wiedzy teoretycznej. To się da zrobić! Pewne zmiany wprowadzę też do warsztatów “UX dla początkujących” i “UX w praktyce” — tak, by zaoferować Wam jeszcze lepsze metody pracy.

Nauki przyziemne, czyli na bazie doznań empirycznych

  1. W apartamentowcu ze szkła, betonu i stali możliwa jest inwazja biedronek. Pod koniec października. Możliwe jest też tak penisowe zaprojektowanie usługi hotelowej, że w mieszkaniu przeznaczonym dla podróżujących w interesach, niewyspanych i przemęczonych businessmanów trzeba pokonywać pięciometrową łazienkę mokrej małpy stopą, bo nie ma nawet haczyka na ręcznik koło wanny (w której zresztą myje się małpa w kucki). Nauka z tego taka, że nie każdy jest service designerem, a Janusze hotelowego biznesu nie są nimi z pewnością. W każdym razie ten nie był.
  2. Automaty biletowe w autobusach w Warszawie są mniej więcej 120 lat do przodu w stosunku do automatów biletowych w Edynburgu. Właściwie nie są do przodu. Po prostu są. W Edynburgu mamy dziury na żetony i kolejki do autobusów. Respekt.
  3. Niektórzy osobnicy (płci obojga) z zachwytu robią buzię w “o” a inni w “u”. Pozdrawiam tychże czule.
  4. W deszczu dzieci się nudzą, a Warszawiacy z nudów siadają za kółkiem, skutecznie opóźniając ruch miejskiej komunikacji. My w tym czasie w Edzi wychodzimy na spacer w klapeczkach.
  5. Podróżowanie w samolocie “na kanapkę”, w obłożeniu płaczącymi niemowlętami (w czasie turbulencji) każe człowiekowi rozważać otworzenie wyjścia awaryjnego i zakosztowania krótkiej, acz obfitującej w doznania wolności.
  6. Na lotnisku w Modlinie jest najdroższa herbata na świecie. Naprawdę. Pewnie muszą zrekompensować wysoki standard obsługi. Słyszeliście o “not jokes”? To jeden z nich.
  7. Higieniczne nawyki Walducha wzbudziły respekt. Nie pytajcie. Musiałem to napisać, ale lepiej tego nie wiedzieć.

Jasna cholera!

Już nie mogę doczekać się, kiedy Was znów zobaczę. A teraz wracam do tłumaczenia tego wywiadu z Rhysem Nealonem… Transkrypcja gotowa, może uda mi się to powiesić tuż po powrocie z wakacji, na które udam się we wtorek za tydzień. Lizbono, nadchodzę, zarzuć mnie swymi pasteis de nata!